wodospad coban sewu indonezja
ASIA,  INDONESIA

Wodospad COBAN SEWU – Perła Indonezji

Ogromny wodospad położony w środku dżungli. Przepiękny widok z platformy widokowej. Jeszcze lepsze wrażenia po zejściu na dół. W bezchmurny dzień możliwość ujrzenia wznoszącego się w oddali wulkanu. Przeżycie nie do opisania słowami. Takich opinii naczytałam się przed wyjazdem do Indonezji. Podglądając zdjęcia innych osób wiedziałam, że wodospad Coban Sewu w Indonezji to numer 1 na liście wszystkich do zobaczenia w trakcie tej podróży. Dziś cieszę się, że zaufałam informacjom wyczytanym w internecie.

Wodospad Coban Sewu to perełka, a właściwie OGROMNA PERŁA wśród wodospadów. Jeśli jesteście na Jawie, w pobliżu Malang lub Bromo, koniecznie musicie go zobaczyć. Poniżej opowiem Wam, jak my zorganizowaliśmy tą krótką wycieczkę.


Jak dotrzeć do wodospadu Coban Sewu?

Skuter w Azji nigdy Cię nie zawiedzie

Zacznijmy od tego, że wodospad Coban Sewu znajduje się blisko południowej drogi numer 3 na Jawie. Ponieważ najłatwiej dostać się do niego z Malang, miasta które opisywałam już w tym poście, z samego rana wypożyczamy w mieście skuter na cały dzień za 60.000 IDR / 16 zł. Do przejechania mamy niecałe 70 km. Jak na azjatyckie warunki, czyli wieczne korki, tysiące pojazdów na ulicach i brak szybszych objazdów to całkiem sporo. Nie wybieramy drogi głównej ale zjeżdżamy i jedziemy przez małe miasteczka, pola ryżowe i tereny uprawne.

Jazda skuterem po azjatyckich ulicach do najłatwiejszych nie należy, ale doświadczenie Kuby zdobyte podczas naszych wcześniejszych wypraw (po Laosie, Filipinach czy Kambodży), sprawdza się i tutaj! Z łatwością dopasowujemy się do prędkości innych skuterów i podążamy w kierunku wodospadu, zwanego po indonezyjsku air terjun.


Co zjeść w Indonezji po drodze na wodopad?

Przerwa na lunch, czyli szybki posiłek w lokalnym warung

W międzyczasie zatrzymujemy się, żeby zjeść lunch. Znajdujemy najbliższy warung czyli miejsce, w którym można za grosze zjeść lokalny posiłek. Ja decyduje się na nasi goreng (smażony ryż), natomiast Kubie cieknie ślinka na myśl o nasi pecel (ryż z warzywami i sosem z orzeszków ziemnych).


Wspinaczka do Coban Sewu

Czy w górę, czy w dół, i tak i tak ciężko…

W końcu około południa jesteśmy na miejscu. Zostawiamy skuter na parkingu i idziemy w kierunku platformy widokowej (tutaj dokładna lokalizacja wodospadu). Widok jest wyjątkowy. Wodospad jest inny niż wszystkie, które już widziałam. Tysiące strumieni wody spadają w dół, tworząc jedność w jeziorku poniżej. Dookoła rozpościera się gęsta, zielona dżungla. Wszędzie dookoła słuchać szum wody i dźwięk strumieni uderzających o napotkane na swojej drodze kamienie.

Obok platformy widokowej prowadzi szlak w dół. Aktualnie mamy porę suchą, więc zakładamy, że zejście będzie „bezpieczne”. Nie polecałabym robić tego w porze deszczowej. Ścieżka w dół jest uklepana i zabezpieczona kamieniami. Co chwilę jakaś drabinka czy mostek. Wszystko wykonane z mocnego bambusu. Po ścieżce idziemy sami. Co jakiś czas spotykamy ludzi wspinających się z powrotem. Zejście w dół nie jest łatwe. Zastanawiamy się, jak damy sobie radę z powrotem… Dochodzimy do strumienia. Zanurzamy stopy w orzeźwiającej wodzie i idziemy z jego nurtem, ciągle kierujemy się ku dołowi. Mimo, że jest ślisko, najwygodniej idzie się w klapkach. Sportowe buty przemokły by po chwili, bo połowa trasy jest w wodzie. Dobrze trzymające się na stopach klapki (typu Birkenstock) to super opcja. 


Ostatnia prosta

Wodospad Coban Sewu odsłania swoje oblicze…

W końcu schodzimy z ostatniej drabiny, ścieżka się kończy, wychodzimy na prostą. Musimy przejść jeszcze przez kolejny strumień po którym przed naszymi oczami wyłania się cały wodospad. Wieje lekki wiatr, po minucie jesteśmy cali mokrzy. Wkładamy więc wszystkie sprzęty do plecaka z wodoodpornego materiału. Aparat chowam pod bluzkę, ale co chwilę wyciągam go aby wrócić z tego miejsca z satysfakcjonującymi mnie kadrami. Dookoła nas praktycznie nie ma ludzi. Może tylko kilka osób. Jest cicho, słychać tylko wiatr i wodę. Stoimy i podziwiamy moc matki natury i jej dar do tworzenia piękna na świecie. Największy wieżowiec w Szanghaju nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak ten nie mający 100 metrów wodospad Coban Sewu…

Przemoczeni do suchej nitki kierujemy się w drugą stronę. Tam też możemy pooglądać wodospady, ale już mniejsze. Przeskakujemy po kaskadach, wypełnionych wodą po kolana. Trzymamy się liny, po jest stromo i ślisko. Kąpiemy się w jeziorkach utworzonych między skałkami. Dookoła nas widać wzgórza, całe porośnięte bujną roślinnością. Ciągle zastanawiamy się czy będziemy musieli wracać tą samą drogą, czy uda nam się znaleźć inne wyjście. Okazuje się jednak, że robimy „kółko” i po jakimś czasie dochodzimy do asfaltowej drogi, która prowadzi do parkingu, na którym zostawiliśmy skuter.


Wodospad Coban Sewu, Indonezja

Będąc w Malang na taką wycieczkę najlepiej jest zaplanować cały dzień

Zejście w dół zajęło nam niecałą godzinę, więc na dole spędziliśmy kolejną. A na chodzenie po kaskadach innych wodospadów i powrót do parkingu też warto poświęcić koło godziny. Łącznie 3/4 godziny na sam wodospad + transport z Malang lub innego miejsca. Jeśli Coban Sewu Wam nie wystarczy, w tej okolicy możecie zobaczyć jeszcze jeden wodospad – Kapas Biru. A będąc w Malang, nie zapomnijcie wybrać się na magiczny wschód słońca na wulkanie Bromo czy do kolorowej wioski Jodipan!

komentarzy 13

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: