Wschód słońca na Bromo – Jak zorganizować wyjazd na własną rękę?

Kiedy zaczęłam przygotowywać się do wyjazdu na indonezyjską Jawę, wspinaczka na wulkan Bromo była jedną z największych atrakcji wyspy. Indonezja, składająca się z ponad 13 000 wysp, jest krajem o największej liczbie i gęstości aktywnych wulkanów. Bromo położony we wschodniej części Jawy jest czynnym wulkanem, którego średnica krateru wynosi aż 700 metrów.

 

Jak dostaliśmy się do Bromo, czyli niezawodne żółte Bemo…

Jawę zaczęliśmy zwiedzać od Jakarty, następnie zatrzymaliśmy się w Yogjakarcie a poźniej w Malang, większym mieście położonym najbliżej wulkanu Bromo. To właśnie z Malang planowaliśmy przejazd na Bromo. W mieście są biura, które oferują 1-dniowe wycieczki (to samo można znaleźć będą w Surabaya, czy Probolinggo). My jednak wolimy działać na własną rękę, dlatego z Malang (północny dworzec autobusowy Arjosari; 80k RPH/20 PLN) przejechaliśmy lokalnym autobusem do Probolinggo, skąd lokalnym żółtym busikiem Bemo można dostać się do Cemoro Lawang, wioski położonej u stóp Bromo.

Zasady małych lokalnych busów Bemo wszędzie są takie same. Bus nie ma rozkładu jazdy. Odjeżdża wtedy kiedy nazbiera się 15 osób jadących do tego samego miejsca. Można czekać na 15 osób, albo pojechać wcześniej ale wtedy będzie trzeba zapłacić trochę więcej. Biorąc pod uwagę, że ceny za transport są relatywnie niskie, nie czekamy w nieskończoność tylko razem z 6 innymi osobami rozpoczynamy godzinny przejazd. Droga do wioski prowadzi przez góry, a droga obfituje w liczne zakręty i dziury. Jak to jest, że zawsze w takich miejscach, używane są pojazdy, które totalnie się w takie warunki nie nadają? Nasz busik ledwo zipie, ale kierowca nieprzerwanie trzyma nogę na gazie, aby bus nie stoczył się w dół….

 

Cemoro Lawang, czyli cisza jak makiem zasiał u stóp ognistego diabła

W wiosce położonej przy wulkanie znajduje się kilkanaście hosteli. W większości cena za pokój wynosi 150k RPH (40 PLN), dlatego nie rezerwowaliśmy noclegu wcześniej. Pukamy do pierwszego lepszego, pokój okazuje się w porządku, właścicielka mówi że jest ciepła woda (mimo, że później niestety okazuje się to nieprawdą), a do tego obok jest kuchnia, w której od razu możemy zamówić coś do jedzenia. Posiłki oczywiście lokalne i tanie. Po szybkim spałaszowaniu smażonego ryżu nasi goreng, spoglądamy na zegarki, jest 3 po południu. Mając 3 godziny do zachodu słońca wyruszamy w stronę krateru Bromo.

I tu zaczynają się komplikacje… czyli jak dostaliśmy się do Bromo za darmo?

Na początku podążamy za znakami, które doprowadzają nas do głównego wejścia na wulkan, strzeżonego przez całą grupę „bromowej mafii”. Mężczyźni nie pozwalają nam przejść bez kupna biletu, który kosztuje aż 320k RPH/80 PLN, co na standardy indonezyjskie jest na prawdę dużo. Najbardziej niesprawiedliwe jest to, że cena za bilet dla Indonezyjczyka wynosiła 20k czyli 5 złotych! To było coś co bardzo mi się w Indonezji nie podobało. Ceny dla obcokrajowców były absurdalnie wysokie. Mimo, że próbujemy uniknąć kontaktu z mężczyznami stojącymi przy wejściu i wmawiamy im, że bilet kupiliśmy w innej firmie (co wcześniej poleciła nam inna Indonezyjka), są tak nieugięci, że nie pozwalają nam przejść. Siadam na murku i szybko sprawdzam w internecie, czy mamy jakieś inne wyjście, czy musimy zapłacić po 80 zł. za podejście do krateru. Okazuje się, że sprytni turyści już jakiś czas temu odkryli sekretną ścieżkę, którą bez wiedzy strażników można przedostać się do wulkanu!

SEKRETNA ŚCIEŻKA DO BROMO :

Najpierw znajdujemy hostel Cemara Indah. Mając go po swojej lewej stronie, po prawej widzimy wąską ścieżkę prowadzącą w dół. Udajemy się nią, nie wiedząc co nas czeka. Po minucie schodzenia w dół widzimy idącą w naszą stronę młodą turystkę a z krzaków obok słyszymy męski głos pytający „no police? no police?”. Francuzi boją się, że na górze będzie czekał ktoś, kto będzie chciał wyciągnąć od nich pieniądze. Uspokajamy ich jednak, że mogą bez problemu iść a sami zaczynamy schodzić w dół między gęsto porośniętymi drzewami, aż dochodzimy do miejsca, z którego roztacza się taki widok…

Pośrodku niczego, czyli jak doszliśmy do krateru?

Bromo nie stoi samotny. Obok niego oglądać można piękną zieloną górę, natomiast za nim oczom przyjezdnych ukazuje się najwyższy wulkan Jawy – Semeru. Dookoła natomiast nie ma nic. Płaska ziemia pokryta jest pyłem wulkanicznym, po którym chodzi się jak po mące. Każdy krok powoduje chmurę pyłu unoszącego się do góry. Dookoła nas jeżdżą jeepy, które wiozą w pobliże krateru te osoby, które nie miały ochoty na samodzielny spacer. Po jakimś czasie po naszej prawej stronie wyłaniają się też pędzący jeźdźcy na koniach. To kolejny środek transportu. My jednak zawsze i wszędzie wybieramy własne nogi. Jeżdżące jeepy i galopujące konie powodują, że pył z ziemi ciągle unosi się w powietrzu, dlatego maski na twarz i okulary słoneczne to konieczność jeśli wybieracie się do krateru. Nie zapomnijcie też o bluzie/kurtce, po południu temperatura powietrza znacząco się obniża i może sięgać nawet 10/15 stopni!

Po 30 minutach dochodzimy do kamiennych schodów, które prowadzą do krateru. Wspinamy się przez jakieś 15 minut a pokonaniu ostatniego schodka, towarzyszy zachwyt, ponieważ znajdujemy się tak bardzo blisko ogromnego krateru, z którego ciągle wydobywa się para… Stoimy na samej krawędzi i przysłuchujemy się odgłosom ze środka. Jesteśmy 133 metry nad płaszczyzną rozciągającą się dookoła nas. Jest godzina 5 po południu, słońce chyli się ku zachodowi. Kolory nieba zmieniają się z niebieskiego w pomarańcz, róż i fiolet. Krajobraz dookoła również wygląda inaczej co kilka minut. Czujemy się jakbyśmy byli na jakiejś innej planecie. Takich krajobrazów nie widzieliśmy jeszcze nigdy w życiu.

Na płaskim terenie dookoła wulkanu, mieszkańcy wioski jakiś czas temu wybudowali świątynię, w której modlą się i proszą aby nie doszło do kolejnej erupcji, zagrażającej wiosce i jej mieszkańcom. O Bromo mówi się, że jest to bardzo aktywny wulkan. Do ostatniej erupcji doszło w 2004 roku i zginęły wtedy 2 osoby. Aktualnie systemy ostrzegania są na tyle zaawansowane, że jeśli tylko pojawi się ryzyko erupcji, wszyscy mieszkańcy Cemoro Lawang zostaną ewakuowani i przemieszczeni w bezpieczne miejsce.

Po godzinie spędzonej przy kraterze, rozpoczynamy wędrówkę w dół. Robi się coraz ciemnej. Wszystkie jeepy i konie wróciły juz do wioski a w pobliżu wulkanu zostało z nami jeszcze tylko kilka osób. Napawając się ciszą dookoła rozciągającej się na lewo i prawo ogromnej pustej przestrzeni, oglądamy pierwsze pojawiające się na niebie gwiazdy i wracamy do wioski tą samą sekretną ścieżką.

Po powrocie do hostelu, bierzemy szybki prysznic w ziemnej wodzie i przed 9 wieczorem leżymy już w łóżku. Musimy wyspać się w 6 godzin. Budzik ustawiamy na 2:45 rano, ponieważ o 3 rozpoczynamy wspinaczkę na punkt widokowy, z którego mamy zamiar podziwiać wschód słońca w tym super wyjątkowym miejscu…

Wschód słońca na Bromo, czyli jak wstaliśmy w środku nocy aby podziwiać cuda dziejące się na Jawie

Biorąc pod uwagę, że spaliśmy pełne 6 godzin pobudka przed 3 rano, była całkiem łatwa. Wspinaczka na King Kong Hill miała trwać do 2 godzin. Najpierw idziemy praktycznie sami drogą asfaltową przez ciemny las. Co jakiś czas mija nas jeep lub motor, który jak się później okazało wwozi turystów lub zaopatrzenie do barów położonych wyżej. Przez godzinę idzie się całkiem przyjemnie, trasa dla osoby średnio aktywnej nie powinna być ciężka. Po godzinie docieramy do pierwszego punktu widokowego Seruni View Point, dookoła którego, ku naszemu ogromnemu zdziwieniu znajdują się tłumy, wyglądających na zmęczonych i grzejących się ciepłą herbatą, ludzi! Azjaci poubierani od stóp do głów w zimowe ciuchy dojechali do tego miejsca jeepami od innej strony wioski (albo nawet przyjechali specjalnie na wschód słońca z Surabaya czy Malang).

Kiedy tylko robi się tłoczono, pragniemy jak najszybciej uciec z tego miejsca. Ciągle jest ciemno, więc nie ma jeszcze czego podziwiać. Idziemy dalej w stronę King Kong Hill. Znów zostajemy sami, ponieważ ludzie, których spotkaliśmy dojeżdżają na szczyt drogą asfaltową. Nasza trasa prowadzi przez las, tym razem nie ma asfaltu ale jedynie lekko wydreptana ścieżka. Nie mamy więc pewności, czy idziemy dobrze. Wiemy, że musimy kierować się ku górze. Mijamy kilka zagranicznych par robiących sobie przerwę od wspinaczki. Wiemy więc, że idziemy w dobrą stronę. Każdy z latarką na głowie albo w ręce spokojnie i w ciszy maszeruje przez las. Po ok. 40 minutach docieramy do kolejnego tłocznego miejsca.

Dochodzi 5 rano. Oznacza to, że zdobyliśmy zaplanowany na dzisiaj punkt. Teraz zadanie polega na tym, aby znaleźć jak najlepsze miejsce, w którym moglibyśmy usiąść w ciszy i spokoju i sami podziwiać to, co przed nami, czyli cały krajobraz wulkanu Bromo z otaczającymi go górami, wulkanem Semeru w tle oraz roztaczającą się dookoła płaszczyzną pokrytą wulkanicznym pyłem. Widok jak z Marsa lub innej nieziemskiej planety. To jest zdecydowanie jedno z najbardziej wyjątkowych miejsc, w jakich byliśmy! 

Po 5 niebo zaczyna przybierać różowe barwy. Kolory otaczającej nasz przyrody zmieniają się z minuty na minutę. Najpierw wulkan i otaczające góry stają się mocno czerwone. Następnie pięknie się zazieleniają a niebo nad nami zmienia kolor na pastelowy różowy. Chcę oglądać to, co dzieje się dookoła i w tym samym momencie uchwycić te piękne chwile na zdjęciach. Na górze spędzamy prawie 2 godziny. Na początku jest dosyć zimno. W trakcie wspinaczki trochę się spociliśmy dlatego jeśli i Wy wybieracie się na Bromo pomyślcie o koszulce na zmianę, abyście nie musieli oglądać wschodu słońca w mokrych ubraniach. Chłód nam jednak nie groźny. Okrywamy się kocem, delektujemy się smakiem gorącej czekolady i rozkoszujemy się pięknym początkiem kolejnego wspaniałego dnia w Indonezji. 

Około 7 rano rozpoczynamy wędrówkę w dół. Zajmuje nam ona lekko ponad godzinę. Pakujemy plecaki, znajdujemy obok hostelu żółte Bemo i wyruszamy w drogę powrotną do Probolinggo, z którego musiemy znaleźć autobus do Banyuwangi, skąd następnego poranka planujemy odwiedzić kolejny wulkan – błękitny Ijen. 

 PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI W PIGUŁCE

  • Pamiętajcie o wygodnych butach i ubraniach. Najlepiej ubrać się na cebulkę – t-shirt, bluza i kurtka od wiatru to sprawdzony zestaw wspinaczkowy na każdy wulkan, który odwiedziliśmy.
  • Wodę kupcie w sklepie spożywczym w Cemoro Lawang. Tam będzie najtańsza.
  • Za transport żółtym busikiem Probolinggo <–> Cemoro Lawang zapłacicie 30k IDR / 8 PLN przy 15 osobach, lub więcej jeśli nie będziecie chcieli czekać.
  • W Cemoro Lawang, hosteli jest pod dostatkiem. Nie musicie wcześniej ich rezerwować. Najlepiej dojechać, przejść się 5 minut po wiosce i zapytać czy mają wolne pokoje. Cena powinna wynosić 150 IDR / 40 PLN.
  • Pamiętajcie aby zawsze się targować. Indonezyjczycy przed podaniem ceny, lubią pytać o kraj, z którego pochodzimy. Wiedzą wtedy na jaką cenę „mogą sobie pozwolić”. Generalnie mówi się, że Francuzi i Australijczycy zawsze płacą najwięcej. Przy kupowaniu biletów na autobus, czy ewentualnych wycieczek, bądźcie wytrwali i dyskutujcie ze sprzedawcą tak długo, aż uda Wam się dostać cenę, którą Wy chcecie zapłacić.
  • Pamiętajcie, że w Indonezji przez cały rok słońce zachodzi ok. 6 wieczorem. Planując wędrówkę, postaraj się wrócić do hostelu tuż po zachodzie. W Indonezji dużo mówi się o mafii, która atakuje obcokrajowców i wyłudza pieniądze.
  • Jeśli jesteście zdrowi i nie macie problemów z chodzeniem, nie korzystajcie z transportów typu samochody czy konie. Kilometry zdobyte własnymi nogami, na pewno zostaną przez Was lepiej zapamiętane. Fajniej jest przecież opowiadać znajomym, że na wulkan wspięliśmy się własnymi nogami niż ktoś podwiózł nas tam jeepem…
  • Pamiętajcie, że podróżując to my jesteście w danym kraju tymi obcymi. To my powinniśmy podporządkować się pod panujące reguły. Nie warto się kłócić czy denerwować, myśląc że w naszym kraju takie sytuacje się nie zdarzają. W Indonezji na wiele rzeczy należy przymknąć oko i akceptować ją taką, jaką jest – różnorodną, kolorową, pełną kontrastów, zazwyczaj piękną a czasem i niebezpieczną.
Reklamy

Opublikował/a

optymistyczna studentka j. chińskiego i biznesu międzynarodowego. marzycielka. wieczna podróżniczka. kochająca fotografię, dobre jedzenie, piękne miasta, wciągające książki, ciekawych ludzi, magiczne chwile. nielubiąca się nudzić, wdzięczna, pozytywnie nastawiona do świata.

4 myśli w temacie “Wschód słońca na Bromo – Jak zorganizować wyjazd na własną rękę?

    1. Wspaniale opisałaś swoją podróż na Bromo.
      Wyjątkowe miejsce.
      Byliśmy też we dwoje w tym miejscu.Przygód mieliśmy mnóstwo.
      Zapach siarki i widoku ziejącego krateru nie da się zapomniec.
      Pobudka rano w tej zimnicy straszna,ale widoki o wschodzie słońca nie z tej ziemi.
      Pozdrawiam-)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s