Co zobaczyć w malowniczym Yangshuo? | CHINY

Niedawno opowiadałam Wam o Longsheng – tarasach ryżowych, których odwiedzenie było moim marzeniem z dzieciństwa. Dziś pora na kolejny punkt naszej wyprawy! Prosto z wioski położonej w centrum uprawy chińskiego ryżu, postanowiliśmy dostać się do kolejnej perełki, chińskiej natury. Wyruszyliśmy do Yangshuo!

Jeśli ktoś choć trochę zainteresowany jest Chinami o Yangshuo z pewnością juz słyszał. Rzeka Li, która przepływa przez prowincję Guangxi, otoczona jest malowniczymi, zielonymi, krasowymi wzgórzami, które tworzą zapierające dech w piersiach widoki. Okręg Yangshuo uważany jest z jedno z najpiękniejszych miejsc w Chinach a turystów z roku na rok tu przybywa.

Wioskę Tiantou, w której nocowaliśmy na tarasach ryżowych i Yangshuo dzieli ok. 180 km. Dużo? Nie dużo? Dużo to pojęcie względne. Nam udało się pokonać ten dystans to ciągu 10 godzin, ale po drodze doświadczyliśmy jeszcze wiele ciekawych przygód : )

Z Tiantou do Dazhai z szalonym kierowcą

Pomyśleliśmy, że skoro 2 dni temu właściciel naszego hotelu pomógł nam dostać się do wioski, to i tym razem nas zwiezie na dół. Po szybkich ustaleniach, gotowy był plan działania. Śniadanie czekało na nas o 7:30 a o 8:00 mieliśmy wyruszyć w drogę powrotną do Dazhai położonego niżej (100 RMB / 60 zł. za auto). Okazało się, że zjazd z pól ryżowych był jeszcze bardziej hardcorowy niż wjazd. Kierowca nie odpuszczał hamulca a terenówka, tak i tak toczyła się po mokrych, błotnistych, śliskich zboczach. 

Z Dazhai do Longsheng i z Longsheng Guilin kulturalnie autobusem

Tą trasę również mieliśmy zaplanowaną już wcześniej. W autobusie, którym jechaliśmy z Guilin to Lonsheng, kupiliśmy bilety na tą samą trasę tylko w przeciwną stronę (50 RMB / 30 zł). Punktualnie o 9:00 czekał na nas autobus, w którym juz normalnymi drogami przedostaliśmy się do Guilin na 11:00.

Z Guilin do Yangdi na doczepkę (droga szybkiego ruchu –> port)

W Guilin plan był następujący. Musimy dostać się na Guilin Main Bus Station, która leży koło Guilin Railway Station i znaleźć autobus, który jedzie na Yangdi Dock, NIE Yangdi Lukou. Ku naszemu zaskoczeniu, okazało się że kierowca naszego autobusu jedzie właśnie do Yangdi (a właściwie aż do Yangshuo, ale my chcieliśmy dostać się do rzeki Li, więc za cel obraliśmy Yangdi). Zażyczył sobie 30 RMB od osoby i podwiózł nas do kolejnej wioski (30 min). Jeśli jednak Wy nie mielibyście takiego szczęścia, skorzystajcie z autobusu na dworcu.

Kiedy jechaliśmy do Yangdi, kierowca zatrzymał autobus na drodze szybkiego ruchu i krzyknął, że do Yangdi to tutaj i machnął ręką w lewą stronę. Więc my z walizkami (tak, z walizkami! Niemożliwym dla nas było zapakowanie się w plecaki na 3 tygodniową podróż, dlatego cały czas towarzyszyły nam ponad 20 kilogramowe walizki…), musieliśmy przebiec przez tą drogę i szukać, jak tu się dostać do portu. Jednak w Chinach wszystko jest zorganizowane tak, że turysta czasem czuje się jakby był prowadzony za rączkę. Nie zdążyliśmy jeszcze się rozglądnąć a już usłyszeliśmy krzyczącą po drugiej stronie kobietę „Yangdi! Yangdi!” i pokazującą na nadjeżdżający autobus. Więc my w te pędy w jej stronę. Chinka zatrzymała autobus, wyrwała nam z rąk dwie walizki i pośpieszyła nas z wejściem do środka. Tym sposobem razem z lokalnymi dojechaliśmy do rzeki po 12:00 (za 10 RMB / 5 zł.).

Z Yangdi do Mashan tratwą po rzece Li

W Yangdi zobaczyliśmy tabuny turystów. Kolejka po bilety jednak szła bardzo szybko i po chwili byliśmy juz prowadzeni do tratwy. Pamiętajcie, że przepłynięcie się do rzece Li jest możliwe tylko między 8:30-10:30 i 12:00-15:30. Trzeba więc wszystko tak zaplanować, żeby dostać się tam o odpowiedniej porze. Przepłynięcie tratwą kosztuje 120 RMB/70zł. i trwa ok. 45 minut. Na tratwie są 4 miejsca siedzące (bez problemu można zabrać bagaże). Przepłynięcie rzeką Li 漓江 to jedna z najciekawszych atrakcji w całych Chinach. Krajobraz dookoła zachwyca, krasowe szczyty wyrastają jeden po drugim, a zieleń prezentuje się w wielu odcieniach. W porównaniu do gwaru Szanghaju, czy nawet spokoju pół ryżowych, tutaj czuliśmy się najbardziej tropikalnie. Aż ciężko uwierzyć, że ciągle byliśmy w Chinach!

Z Mashan do Xingping wypasionym tuk tukiem

Po 45 minutach tratwy dopłynęły do brzegu i okazało się, że nasza przejażdżka dobiegła końca. Więc co dalej? Musieliśmy dostać się do Xinping, bo stamtąd odjeżdżają busy do Yangshuo! Oczywiście po krótkiej chwili zostaliśmy otoczeni przez lokalne Chinki, przekrzykujące się nawzajem i chcące zorganizować na transport. Po negocjacjach dostaliśmy prywatnego tuk tuka, który sprytnie omijał stojące w korku auta i dowiózł nas do „małej”, chińskiej wioski Xingping. Mimo ciągnięcia ze sobą walizek, stwierdziliśmy że warto się tam jeszcze przespacerować. Najbardziej zauroczyła nas części antycznego miasteczka. Podziwialiśmy kamienne domki, spadziste chińskie dachy, obwieszone lampionami i obserwowaliśmy ludzi, wykonujących codzienne czynności i funkcjonujących tak, jakby czas tam zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu. Podobne przeżycie towarzyszyło mi kiedy odwiedziłam antyczną wioskę w Kantonie

Z Xingping do Yangshuo miejskim autobusem

Po wizycie w kawiarni (wskazówka: w Chinach trzymajcie się chińskich przysmaków; kawa mrożona i tiramisu smakuje zdecydowanie gorzej niż sok z mango – na kawę lepiej pojechać do Europy ; ) ), ruszyliśmy do przystanku autobusowego, z którego miejski autobus zabrał nas do Yangshuo! 

Z przystanku autobusowego do hotelu na nogach

W Yangshuo zatrzymaliśmy się w przyjemnym hotelu położonym w centrum miasta. Mimo że został opisany jako „easy to find”, znalezienie go zajęło nam około 30 minut… W Chinach bywa tak, że nawet najłatwiejsze rzeczy, okazują się trudne. Nie można się jednak zniechęcać, bo z każdej sytuacji zawsze jest rozwiązanie a Chińczycy są naprawdę chętni do pomocy obcokrajowcom. Nasze hotel gwarantował darmowe rowery, a do tego położony był w obfitej kulinarnie okolicy, także nie było na co narzekać (100 RMB/2os.pokój/1 noc).

Co robić w Yangshuo 阳朔? Ile spędzić tu czasu? Gdzie się wybrać?

My w Yangshuo zostaliśmy na 2 noce. Dotarliśmy późnym popołudniem, dlatego pierwszego wieczoru wybraliśmy się na West Street 西街步行街, czyli tętniącą życiem, głośną ulicę pełną turystów, knajp, barów, chińskiego street foodu. Szczerze przyznam, że chciałam uciec z tego miejsca od razu kiedy tam dotarłam, ale głód zmusił nas zostać i zjeść kolację w chińskim stylu. Zamówiliśmy po porcji smażonego makaronu, kaczki po pekińsku i dwa talerze zielonych, gotowanych warzyw.

W Chinach istnieje kultura wspólnoty, co przejawia się w każdym momencie życia codziennego. Chińczycy nigdy nie zamawiają potraw osobno. Jest to właściwie nawet niemożliwe, bo jedną porcją makaronu zawsze najadaliśmy się w piątkę! Podoba mi się ten zwyczaj, bo w ten sposób zawsze można spróbować większej ilości przysmaków i dzielić się z innymi. Jak wspominałam West Street zupełnie nie pasuje do tego środowiska. Zbyt głośno, zbyt tłoczno i zbyt amerykańsko. Dlatego od razu po kolacji wróciliśmy do hotelu i przygotowaliśmy plan na drugi dzień.

Rowerem przez świat

Każdy lubi co innego, jednak jeśli chodzi o podróżowanie i poznawanie miast, nie ma na to lepszego sposobu niż rower! Kocham jeździć i w ten sposób odkrywać otoczenie. W ten sam sposób zdecydowaliśmy się spędzić cały dzień w Yangshuo. Nie byliśmy jedyni, bo przejażdżki rowerowe w tej okolicy są bardzo popularne, dlatego zazwyczaj hotel zapewnia darmowe rowery. Wczesnym porankiem wybraliśmy się w stronę Moon Hill 月亮山景区 czyli słynnej formacji skalnej w kształcie księżyca. Trasa rowerowa w stronę wzgórza jest cudowna! Przy drodze można się zatrzymać i napić świeżego soku z mango czy zjeść najsłodszego arbuza na świecie! Wspinaczka na Moon Hill zajęła nam ok. 45 minut. Nie zapomnijcie zaopatrzyć się w duży zapas wody,  bo na górę wchodzi się idąc przez typową dżunglę. Upał, wilgoć, nie ma miejsca na ciele, z którego nie leje się pot! Lipiec w Chinach jest bardzo gorący, dlatego te rejony najlepiej odwiedzać wiosną lub jesienią, kiedy temperatura jest bardziej znośna.

Jednak wysiłek poniesiony w trakcie został nam wynagrodzony jedną z piękniejszych panoram w Chinach. Zielone, wyrastające z ziemi wzgórza, pokryte dziką i gęstą roślinnością, przeplatane strumieniem płynącej rzeki i „małe”, chińskie miasto położone w środku tego wszystkiego. Obrazek jak z bajki, w rzeczywistości jeszcze lepszy niż widziałam na pocztówkach. Właśnie po to podróżuję – żeby móc na własnej skórze doświadczyć piękna tego świata i czerpać energię, która unosi się w powietrzu.  

Po zejściu z Moon Hill rozpoczęliśmy przejażdżkę wzgórz rzeki Yulong. Ten, kto stwierdził, że Yangshuo posiada jedne z piękniejszych tras rowerowych na świecie, nie mylił się. Tam jest po prostu inaczej. Jadąc rowerem, mogliśmy obserwować otaczające nas z każdej strony codzienne życie Chińczyków – pracujących na polu, płynących tratwą po rzecze, czy prowadzących mały bar i karmiących tradycyjnym jedzeniem głodnych turystów.

Pamiętajcie, aby w takich miejscach dać ponieść się atmosferze. Zaglądajcie na mapę, żeby się nie zgubić, ale zbaczajcie też z trasy, zaglądajcie za każdy róg i bądźcie ciekawi tego, co niewidoczne na pierwszy rzut oka. Ja, podróżując, zawsze wyobrażam sobie, jak by to było, gdybym była jedną z nich, gdybym urodziła się w takim miejscu, co bym myślała i jakie miałabym życie. Zawsze staram się też obserwować dokładnie to, co mnie otacza, bo mimo to, że robię w trakcie mnóstwo zdjęć, fotografia (nawet najlepsza) nigdy nie odda tego, co widzimy w rzeczywistości. Staram się zapamiętywać to, co mam przed oczami, aby w pewny pochmurny, zimowy dzień przypomnieć sobie i poczuć atmosferę, która towarzyszyła mi przemierzając rowerem, dzikie tereny uroczego Yangshuo! 

Bez względu na to, w jakim miejscu na świecie się znajdę, zawsze moją ulubioną porą są zachody słońca! W Yangshuo koło 7 wieczorem zatrzymaliśmy się na moście, z którego rozciągał się magiczny widok. Po całym dniu jeżdżenia na rowerze, przyszedł czas, żeby się zatrzymać i delektować ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. 

Poniżej możecie zerknąć sobie na mapki z trasami rowerowymi. Koniecznie jednak wybierzcie się na Moon Hill oraz przejedźcie się drogą wzdłuż Yulong River. 

Co potem? Z Yangshuo do Hong Kongu szybkim pociagiem na stojąco…

Hong Kong był kolejnym celem naszej podróży. Dobrze się złożyło, że rok temu na obrzeżach Yangshuo została zbudowana stacja kolejowa, z której codziennie odjeżdża jeden pociąg do Shenzhen, które leży przy granicy z Hong Kongiem. Jest to więc najłatwiejszy sposób, żeby się tam dostać. Pamiętajcie jednak, aby przed odjazdem kupić bilety (i nie zostawiać tego na dzień przed! Im wcześniej tym lepiej!). My niestety tego nie zrobiliśmy i kiedy dzień wcześniej udaliśmy się do pośrednika w Yangshuo aby kupić bilety, okazało się że NIE MA JUŻ NIC „没有”!

Sprzedawczyni widząc przerażenie na naszych twarzach (bo przecież mieliśmy już zarezerwowany nocleg w Hong Kongu, więc musieliśmy się tam dostać na następny dzień!) powiedziała nam, że jest jeszcze autobus, który jedzie 8 godzin… 8 GODZIN W TYM UPALE? Wiedziałam, że musimy znaleźć inne rozwiązanie! Chinka okazała się bardzo pomocna i zaproponowała nam kupno biletów jedynie do pierwszej stacji, na której zatrzymuje się pociąg jadący do Shenzhen, bo tylko takie bilet jej zostały. Patrząc mi prosto w oczy, dodała „Ale nie możecie wychodzić z pociągu! Siedźcie tam i czekajcie aż przyjdzie konduktor! U niego kupicie bilety stojące, ja Wam takich nie mogę sprzedać, ale on już tak”. Nie mając innego wyjścia zdecydowaliśmy, że zaryzykujemy. U tej pani kupiliśmy jeszcze kolejne bilety na autobus, który z miasta miał zawieść nas na stację kolejową Yangshuo (40 minut, 30 RMB). 

Kolejnego dnia z samego rana, dostałam telefon od kierowcy autobusu, który potwierdził numer przystanku autobusowego, na którym będzie na nas czekał oraz podał swoje tablice rejestracyjne, abyśmy mogli go rozpoznać (byłam w szoku, że dzwonią z taką informacją!). Po 40 minutach dojechaliśmy na postawiony po środku niczego dworzec kolejowy. Ku naszemu zdumieniu ogromna poczekalnia dla podróżnych była pełna foteli do masażu! Stało tam koło tysiąca foteli i ani jednego krzesła! Więc jeszcze przed odjazdem naszego pociągu zafundowaliśmy sobie 10 minutowy masaż za 5 RMB (nie ma to jak komfort!) i ruszyliśmy w stronę Hong Kongu. 

Zgodnie z zaleceniami pani z okienka z biletami nie wyszliśmy z pociągu na stacji docelowej, którą mieliśmy na bilecie. Przechodzącego obok konduktora poprosiliśmy o bilety do Shenzhen i tak jak się na to przygotowaliśmy dostaliśmy miejsca stojące. Spędziliśmy ponad 2 godziny w przejściu między wagonami, jadąc szybkim pociągiem ponad 200km/h. Z komfortem nie miało to nic wspólnego, ale przynajmniej tak, jak zaplanowaliśmy dotarliśmy do Shenzhen North po południu. Metrem przejechaliśmy przez całe miasto do stacji Futian Check Point a następnie przeszliśmy przez „imigraton” i „granicę” z Hong Kongiem. Tam kolejnym metrem dotarliśmy na Mongkok, gdzie wcześniej zabookowaliśmy hotel, w którym zostaliśmy przez kolejne 4 noce. Hotel, jak najbardziej polecam – pyszne śniadania, pokoje o dobrym standardzie i cena, jak na Hong Kong, przystępna. 

Tym sposobem ze spokojnej, zielonej i cichej prowincji Guangxi, znaleźliśmy się w ogromnej betonowej dżungli, o której już trochę opowiadałam tutaj i tutaj

Dla wszystkich, którzy podróżują po Chinach, Yangshuo to totalny must-see! Takich wyjątkowych krajobrazów nie znajdziecie nigdzie indziej na świecie. Co myślicie patrząc na te zdjęcia? Jeśli macie jakiekolwiek pytania, jak zawsze służę pomocą! Miłego dnia! 

Opublikował/a

optymistyczna studentka psychologii stosowanej i j. chińskiego. marzycielka. wieczna podróżniczka. kochająca fotografię, dobre jedzenie, piękne miasta, wciągające książki, ciekawych ludzi, magiczne chwile. nielubiąca się nudzić, wdzięczna, pozytywnie nastawiona do świata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s