PLAŻE, DŻUNGLE, SPADOCHRON – CO WYDARZYŁO SIĘ W SAN DIEGO

W San Diego, przez wielu nazywanym „America’s Finest City”, spędziliśmy prawie 3 dni. 3 dni, które wystarczyły mi do tego, aby w ogromnym, ale przestronnym mieście doświadczyć charakterystycznego śródziemnomorskiego klimatu, podelektować się piaszczystymi plażami, wyjątkowymi parkami i poczuć meksykański klimat, którego w San Diego nie da się uniknąć! Masz ochotę na małą wycieczkę do tego egzotycznego miasta? Świetnie, ruszamy!

Z Los Angeles do San Diego wyjechaliśmy na wieczór, tak aby następnego dnia z samego rana zacząć zwiedzanie. Zatrzymaliśmy się w motelu Heritage Inn San Diego. W trakcie podróży bardzo zależało nam na oszczędnych noclegach, ponieważ i tak spędzaliśmy w nich tylko kilka godzin w nocy. Ten przyciągnął nas dobrą lokalizacją i korzystną ceną.

Presidio Park i Old Town – Podróżując, staram się zawsze pokonywać jak najwięcej kilometrów na nogach. Nie jestem wtedy uzależniona od żadnego środku transportu i mogę iść dokładnie tam, gdzie tylko nogi mnie poniosą 🙂 Mimo, że z motelu dopiero do pierwszego punktu na naszej trasie mieliśmy 40 minut, ruszyliśmy pieszo. Wdrapaliśmy się na piękne wzgórze Presidio, z którego rozpościerał się całkiem dobry punkt widokowy na miasto. Zachód w tą stronę, wschód w tamtą, a centrum? Aaa tam! Ok, wszystko wiemy idziemy dalej. U podnóża wzgórza rozciąga się kompleks nazwany Old Town San Diego. Jest to idealne miejsce do rozpoczęcia wędrówki po tym mieście, ponieważ większość zabudowany to stara, pierwsza w Kalifornii osada hiszpańskich kolonizatorów – odbudowana na podstawie historycznych zapisków. Sklepiki z cygarami, stragany z ręcznie robionymi pamiątkami, muzea pierwotnych osad, urocze kafejki z meksykańskimi przyśpiewkami, najlepsze tortille za 1$ i podwórka, na których można nauczyć się od rdzennego Amerykanina jak kuć żelazo! A do tego wszechogarniająca cisza i zaskakujący spokój za dnia, a nocą? Gwar, egzotyczne potańcówki, kolejki po Margaritę z palemką i hiszpański wpadający do uszu z każdej strony!

san-diegodsc_0798san-diegodsc_0802san-diegodsc_0804san-diegoimg_8167san-diegodsc_0815san-diegodsc_0806san-diegodsc_0816san-diegodsc_0822san-diegodsc_0825

Olive Park & Balboa Park – Bardzo polecam przejście na nogach również z Old Town to kolejnego punktu, czyli Olive Park. Dlaczego? Stare Miasto bardzo płynnie przechodzi w codzienną okolicę domków jednorodzinnych i ogródków a na niebie… wywołujące lęk huczące samoloty! Po prawej stronie znajdowało się lotnisko (prawie w środku miasta!), dlatego samolot kilkadziesiąt metrów nad głową, co kilka minut to tam normalność! Mimo, że brzmi dziwnie – obserwacja pasa startowego może sprawiać dużą radochę! Kierując się w stronę najsłynniejszego parku w San Diego, nie sposób ominąć Olive Park, który znajduje się tuż przed wspominanym Balboa Park. Olive Park to nic innego niż ogromny wąwóz, porośnięty dziką roślinnością, stwarzający idealne warunki na spacer dla wszystkich, tak mocno zakochanych w palmach, jak ja! Przedzierając się przez nieposkromnioną dzicz, docieramy do Balboa Park, który zachwycił mnie bujną roślinnością, przepięknymi łąkami oraz wiekowymi drzewami. Jest to największy w USA park miejski. Oprócz sławnego na całym świecie ZOO (ok. 50$), są tam też muzea – hiszpańskiej sztuki z okresu baroku, mistrzów europejskiego pędzla, zbiorów ilustrujących ewolucję człowieka czy historię podboju lotnictwa i kosmosu

Balboa Park to idealne miejsce dla Ciebie, jeśli szukasz odpoczynku, masz ochotę na spokojny lunch, fotografowanie cudów dookoła czy chwili wygrzania się w kalifornijskim słońcu! Istna dżungla w środku miasta. Miejsce, o którym z pewnością nigdy nie zapomnę. 

san-diegodsc_0835san-diegodsc_0849san-diegodsc_0844san-diegodsc_0848san-diegodsc_0851san-diegodsc_0870san-diegodsc_0877san-diegodsc_0885san-diegoimg_8233san-diegodsc_0906san-diegodsc_0912san-diegodsc_0913san-diegoimg_8211

Gasplamp Quater – Po Balboa Park warto ruszyć w stronę kolorowego downtown. Dzięki zapoczątkowanemu jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku projektowi restauracji starych, historycznych budynków, w Gaslamp Quarter udało się ocalić wiele cennych wiktoriańskich budowli i sprawić, że dzielnica stała się atrakcją turystyczną. Fasady budynków tylko proszą się o fotografowanie! Dotarliśmy tam koło 15/16, znaleźliśmy świetny bar z meksykańskimi tappas i z pełnymi brzuchami udaliśmy się w stronę wybrzeża.

san-diegodsc_0937san-diegodsc_0941

Embracadero Marina Park – Udając się w kierunku oceanu, dotarliśmy do Embracadero, promenady biegnącej wzdłuż zatoki. Przy zachodzącym słońcu prezentuje się naprawdę pięknie. Seaport Village to plac budynków w stylu śródziemnomorskim, mieszczący kafejki i restauracje, pośród których pojawia się wielu ulicznych artystów. Patrząc w lewo, oprócz kolekcji statków i łódek widzimy Coronado Island, której główną atrakcją jest Hotel del Coronado i baza lotnictwa. Na wyspę można dostać się kursującym promem, jednak my zdecydowaliśmy się na auto, ponieważ  żeby się tam dostać, trzeba przejechać 5-kilometrowy pięknie zbudowany wiadukt, położony dosyć wysoko nad wodą. Widok z niego na połyskujące wieczorem miasto zapierał dech w piersiach. Krótki przejazd przez wyspę po zmierzchu też miał w sobie dużo uroku. Coronado Island okazała się miejscem pełnym skromnych i małych, ale też dużych i luksusowych domów jednorodzinnych.

san-diegodsc_0950

LaJolla: LaJolla Shore, LaJolla Cave – Drugiego dnia zdecydowaliśmy się na plażowanie i odwiedzenie wszystkich najpiękniejszych plaż San Diego. La Jolla, położone na północ od San Diego, miasteczko to miejsce pełne luksusowych rezydencji i doskonałych butików – skupisko najbardziej ekskluzywnych apartamentów w USA. Jednak my przyjechaliśmy tam ze względu na pięknie położone plaże. Najbardziej znana jest La Jolla Cove, gdzie tuż obok nas pływały rekiny (ponoć to były te niegroźne) i olbrzymie foki, a wzdłuż plaży rozciągały się majestatyczne, wielkie, piękne palmy. La Jolla Shore to miejsce, które dzięki spokojnym falom, jest ulubionym punktem wszystkich początkujących surferów. Mimo, że woda w oceanie była okropnie lodowata, świadomość, że przed nami długo, długo nic, po drodze Hawaje a później już tylko, albo aż Azja – nieziemskie 😉

san-diegodsc_0979san-diegodsc_1000san-diegodsc_1019san-diegodsc_0969san-diegodsc_0973

Mission Beach & Pacific Beach – to kolejne dwa „must-see” miejsca do plażowania. Długie promenady, szerokie plaże, błyszczący piasek, gorące słońce, świetne knajpki, bary z amerykańskim i meksykańskim jedzeniem, wakacyjny klimat i ludzie, młodzi, radośni, cieszący się życiem ludzie na każdym kroku! Polecam hamburgerownię Hodad’s! Mimo, że ciężko zmusić mnie do zjedzenia czegokolwiek przypominającego bułkę z mięsem w środku, skusiłam się na burgera z gorgonzolą i nie pożałowałam!

san-diegodsc_1021san-diegodsc_1023san-diegodsc_1031san-diegoimg_8290san-diegoimg_8291san-diegodsc_0996san-diegodsc_1006

Sunset Cliffs – do tego miejsca koniecznie trzeba dotrzeć przed zachodem słońca. Sunset Cliffs, jak słychać po nazwie, są stworzone do tego, aby delektować się na nich urokami kończącego się dnia. Klify ciągną się przez parę ładnych kilometrów. Jadąc, podziwiałam yoginki w przeróżnych yogowych pozycjach, osoby medytujące, grupki młodzieży słuchających muzyki, zakochanych czy spacerujące starsze osoby. Zdecydowanie mogą powiedzieć, że było to jedno z najpiękniejszych miejsc, w jakich w życiu byłam. Znaleźliśmy „wolny” klif tylko dla siebie. Usiedliśmy na skałach, przed sobą miałam jedynie zachodzące za odległym horyzontem słońce, a dookoła falujący ocean i szum wiatru. Cisza, spokój,  zero tłumów, śpiewające ptaki, tylko ja wraz z moją wdzięcznością za to, gdzie się znalazłam, uczuciem piękna tego, co widzę i ciekawością, co będzie dalej bo ciągle tyle jeszcze przede mną!

san-diegoimg_8301san-diegodsc_1049san-diegoimg_8325san-diegodsc_1095

Każdy przylatuje do Stanów z marzeniami i „bucket list”. Jednym z moich pragnień był skok ze spadochronem, o którym marzyłam już od paru lat. Zawsze obiecywałam sobie, że zrobię to właśnie w Stanach. Trzeciego dnia, wyjechaliśmy z rana z San Diego w stonę Oceanside, gdzie miesiąc wcześniej wykupiliśmy sobie skoki. Z całego serca polecam to miejsce! Niesamowici instruktorzy, prześmieszni kamerzyści, atmosfera – mimo, że przez taaakim wydarzeniem – była przemiła. A sam skok? Tego wrażenia nie da się opisać. To trzeba poczuć i to przeżyć. Widoki były niesamowite, uczucie latania sprawiło, że poczułam olbrzymie pragnienie dążenia do ciągłej wolności, którego nie mogę „pozbyć” się do dziś. Przepełniająca radość, ekscytacja.. Jeśli nie masz lęku wysokości, zrób to. Pamiątka na całe życie i przypieczętowanie własnej odwagi – przynajmniej dla mnie.

san-diego2-angelika-a-os-009san-diego2-angelika-a-os-015san-diego2-angelika-a-os-021san-diego2-angelika-a-os-034san-diego2-angelika-a-os-055san-diego2-angelika-a-os-108

Myślę, że wrzesień to świetny miesiąc na zwiedzanie Kalifornii! Lato trwa w najlepsze, jednak nie ma już sezonu, więc i wszędzie jest mniej tłumów niż pewnie zazwyczaj. San Diego dzięki swojej unikatowej atmosferze zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Dżungle w środku miasta, samoloty tuż nad głową, hiszpański w każdym barze, do tego szerokie urocze plaże, piękne palmy i ocean. Idealne miejsce na ucieczkę od zgiełku Los Angeles, odpoczynek i naładowanie baterii przez wyjazdem do Las Vegas, o którym już niedługo 🙂

A Wy? Wybralibyście się do San Diego? A może ta podróż już za Wami? Dajcie znać!

Wszystkim przygotowującym się do Work&Travel w przyszłym roku, życzę jeszcze trochę cierpliwości (taak! też tak bardzo się nie mogłam doczekać!) a studentom powodzenia na sesji, która zbliża się nieuchronnie…

Całuję, z myślami w słonecznym San Diego,

A.

Opublikował/a

optymistyczna studentka psychologii stosowanej i j. chińskiego. marzycielka. wieczna podróżniczka. kochająca fotografię, dobre jedzenie, piękne miasta, wciągające książki, ciekawych ludzi, magiczne chwile. nielubiąca się nudzić, wdzięczna, pozytywnie nastawiona do świata.

9 thoughts on “PLAŻE, DŻUNGLE, SPADOCHRON – CO WYDARZYŁO SIĘ W SAN DIEGO

  1. Świetne zdjęcie i cudowne opisy – poczułam ten klimat, dzięki 🙂 Przy okazji – jesteś prześliczna i wydajesz się być bardzo sympatyczną osobą 😀 Pozdrawiam serdecznie

    Lubię to

  2. Ale piękne zdjęcia. Są bardzo klimatyczne, aż chce się tam być. Niestety mi do wyprawy do USA daleko, ale kto wie może w przyszłości 🙂

    Lubię to

  3. Coś czuję, że w San Diego odnalazłabym swój drugi dom. W mojej podróży po Stanach najbardziej podobało mi się w Miami – w mieście, gdzie kultura amerykańska jest bardzo silnie związana z tą latynoamerykańską, kubańską. Uwielbiałam każdy dźwięk hiszpańskiego na ulicach i świetne jedzenie. San Diego brzmi jak niezła jazda, mieszanka amerykańsko-meksykańska. Swoją drogą, uwielbiam jedzenie z Meksyku. KAŻDY RODZAJ. I nawet tequilla jest jednym z moich ulubionych alkoholi. a zatem… San Diego, przybywam!
    Miałam okazję skoczyć ze spadochronem i doskonale rozumiem o co chodzi, gdy mówisz, że po skoku szukasz tego uczucia wolności. Mam tak samo. Zła wiadomość – to nieuleczalne 🙂

    Lubię to

    1. W San Diego czułam się naprawdę prawie jak w Meksyku! Tym bardziej że wracając z Coronado Island widzieliśmy całą granicę i Tijuanę! Będziesz zachwycona, jestem pewna! A co do wolności- chyba to jedyny sposób na poczucie tej wolności, więc będziemy musiały rozglądnąć się za kolejnym skokiem 🙂 Jestem bardzo ciekawa Twoich przyszłych, letnich wrażeń! 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s